No to w droge


Wokolo nas zielono. W oddali juz widac zasniezone szczyty


Uff, do obozu juz niedaleko


Rwacy strumien lodowcowy - praktycznie nie ma szans przedostac sie na druga strone


Rozbijamy oboz w dolinie na 2800, krotki posilek ...


... i ruszamy na lodowiec ...


nasz towarzysz podrozy - wysokogorska sabaka


szczeliny i swiezo spadniete kamienie


jeden z 3,5 i 4 tysiecznikow otaczajacych doline


schodzimy omijajac szczeliny (nie mamy liny :/). W dole obok jeziora sa nasze namiociki


Elbrus w swietle wschodzacego slonca


i znow na lodowcu. Mija nas grupa rosyjskich alpinistow



widoczek na elbrus, po prawej Karamuczi



jestesmy na okolo 3200. Dalsza droge zagrodzily nam zwaly serakow



powrot do obozu. Po fikolku na morenie naprawiam zlamanego kija



integracja z ekipa rosyjska (obok mnie Masza, ehhh ... :D:D )



kapiel w lodowcowym jeziorku. Wcale nie jest tak zimno ... ;)



czas oposcic malownicza doline



ekipa trekkingowa w kaplecie



techniczny kawalek po skale ;)



slady po ogromnej lawinie